Posty

Nie powinniśmy tłumić swojej wartości siebie, własnego lepszego ja, bycia sobą, swojego talentu. Jestem piękną bestią. Ostatni raz się zamknęłam, bo ktoś ma problem. Od dziś pierdolę przeszkody, wychodzę naprzeciw słabym duszom, które potrafią tylko głupio się śmiać. Jestem dzieckiem indygo. Dałam się ponieść. Nic nie jest tym, czym na pierwszy rzut oka jest. I nie wszystko co napisane prosto, takie jest w istocie.
Skoro nie rozumieją mojej sztuki, niech się pierdolą.
Nasz piękny XXI wieku miałeś zapewnić nam stały rozwój i poczucie bezpieczeństwa  jednak zastało nas zacofanie i strach przed jutrem chciałeś równości i tolerancji, ale nie przewidziałeś, że ludzie będą świrować i w imię równości zamieniliśmy się rolami dziś mężczyzna jest kobietą, a kobieta jako jedyna nosi spodnie tolerancja skończyła się tam, gdzie się zaczęła akceptujemy odchylenia od normy, swoiste patologie  zamykamy oczy na ważne nam sprawy, odwracamy głowy przechodzimy obojętnie obok cierpienia, ubóstwa i karygodnych zachowań uważamy się za panów świata, a gdy przychodzi spojrzeć prawdzie w oczy jesteśmy nikim głośno i wyraźnie z echem rozpierdalającym nasze serca z lodu i kamienia więc drogi wieku wielkich nadziei oraz technologii  gadamy do telefonów czy już z telefonami? jesteśmy pokoleniem frajerskiego ego bez wyrzutów sumienia, którzy sami siebie by sprzedali w imię pieniędzy, bowiem najwyższym wyznacznikiem szczęścia dziś je...
Lubię pić swoją zimną kawę, przeżywać melodramę, obserwować Anemiczne spojrzenie na zdrowy rozsądek, ironia Żyję wiedząc, że cierpienie ma sens, odnajduję w nim siebie W tym bólu jest zawarte piękno Nieskazitelność jest brzydka, ideał to prostota w złym tonie Wznoszę się ponad wszystko, problemy stają się nieistotne Na mym umarłym sercu kwitną róże
Jutro wzejdzie słońce Sklei rany kute w jedność Piękny ból oplata mi skronie Szarpie moje nerwy Gasi moją iskrę Sprawia, że czuję się jak ten mały nikt Z kiedyś I dziś Może odejdzie i wypuści mnie Ze swoich szponów Zła Jutro to wieczność, odległa galaktyka Nowy rok, dawna ja
Wszystko gra jak najlepiej, ale głos przekłamuje ten stan rzeczy Szukam gdzieś tam Ciebie wśród świdrujących oczu, rozchwianej samoświadomości Niszczycielski powód, dla którego chcesz tracić siebie i innych Dla mnie jest ciosem w samą duszę Obudź się z tego snu, wróć z tamtego chorego świata Gdzie rządzi 40% skurwienia.
Pewnego razu, świadomość wychodzi naprzeciw  i uzmysławia sobie, że bycie dobrym kończy się źle a bycie dobrym wręcz tragicznie cierpimy w imię dobra i jesteśmy szczęśliwi w imię zła a my chwiejemy się pomiędzy tą granicą  zagubieni
Regularnie strzelamy sobie w skronie nie trzymamy odpowiedniej formy jesteśmy emocjonalnie rozlaźli pijemy zimne kawy
Moja piękna trauma ubiera się na czarno Nosi mnie w swojej kieszeni Pali papierosy na okrągło, mimo że jestem abstynentem Pierwotnym Zamiast zakrywać usta ręką, zakrywa czerwoną szminką Gdy piję wodę zamienia ją w wino Kocha bawić się mną, jak biednym zwierzątkiem w zoo Wystarczy oddech by zgładzić mnie i wbić w podłoże Lodowate jak nasze serca Z kamienia Serce bije mocniej gdy chcę zapomnieć Wyrywa mi z czaszki chęci i rozwiązania Na te wszystkie razem wzięte traumy Śpiewają mi wszystkie wokół głowy, że Ból piękny jest i już nie uwolnię się Gdy spoglądam w niebo i widzę gwiazdy, Które spadają mi na twarz, miażdżąc ostatnie tchnienie Oddechu Gdy ktoś pyta mnie czy boję się umrzeć Odpowiadam nie Bo można nauczyć się żyć martwym
Nie wiem, co robić, gdy znów zaczyna się ten atak, złych ludzi, złych decyzji, złych słów, złych myśli, złych czynów, złego domu, czy już uciekać, czy jeszcze dać się gnoić.