Posty

Szaleństwo określa mi charakter, gra ze mną w ruletkę Skarbie, zawsze w nią wygrywam  Błysk w moich oczach nie pozwala zapomnieć  Wszystkiego co przeżyłam  Chociaż nie widać, uśmiech wychodzi mi naturalnie  Tańczę w deszczu, burzy i gradzie  Moje ciało to świątynia, rozpalone do miliona stopni  Zasilam się piorunami, ten dźwięk rozrywa mi normalność  Piękno jest szaleństwem, w nim odnajduję siebie
Chciałabym opowiedzieć Ci co skrywa się głęboko we mnie Zerwać swoją skórę i odsłonić duszę, żebyś mógł dotknąć tych emocji, poczuć uczucia, o których Ci się nie śniło  Często wracam do tej znajomości, bo była jedyną przystanią  Dzięki której moja głowa odpoczywała, na ławce w tym parku  Dziś przekreślone wszystko, wyrwane, choć była nadzieja Korzenie wciąż siedzą głęboko w duszy, nie przesadza się  Starych drzew Zawsze będę otwierać swe ramiona, gdy Twoja potrzeba wypali Ci wnętrze aż do popiołu  Nigdy nie wyjaśniona historia piękna łącząca te zmarszczki  Prawdziwe dusze zawsze się odnajdą ponownie
Czy kiedykolwiek kawałki rozsypane w mojej głowie  Stworzą prawdziwy dom  W którym zamieszkam cała ja  Jak bluszcz świat oplata mnie swoimi odrostami  Wciąga mnie w głąb ciemności  Która nie mieści mi się w głowie 

zepsuta

dzisiaj już inaczej patrzę na świat porywa mnie nad wyraz szum fal gdy słońce świeci, moje oczy błyszczą a usta jak nigdy milczą w próżni nicości trwać wieki chcę i przechodzić obok tych ludzi, co tak lampią się wkraczam w inny świat świadomości już tylko latać chcę, za siebie nie oglądać się

istnienie

błąkam się po krawędziach absurdu daleko od stałego lądu nim zrozumiesz co to oznacza spalę most łączący nasze istnienia w moich oczach zobacz wszystko dotnij moich ust by Twoja skóra dostała dreszczy moje łzy są moją siłą odwodnienie 

lata 90

tęsknię za normalnością, w której żyliśmy jak powinniśmy chowaliśmy się, uciekaliśmy i nie oglądaliśmy za siebie nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i gdzie chowamy swoje tajemnice słodkie jak nasze słowa piękne czasy, które zostały zagłuszone przez codzienność, która piętnuje w nas złość przypomnij mi jak to było gdy byliśmy razem splątane nogi tramwajowe wiesz, tęsknię
nicość rozległa uwięziła mnie na wieki nie umiem mówić co mam na myśli by ktoś zrozumiał, że nie umiem znaleźć domu błądzę ileś tam lat mój chaos dawno już osiągnął pełnoletność moje własne myśli mnie biją samookaleczenie czy przemoc?
W moich ustach wciąż ta sama cisza w moich oczach wciąż ten sam chaos boimy się mówić, co czujemy bo mentalność otaczająca nas jest i n f a n t y l n a gdy płoniemy od wewnątrz na zewnątrz jesteśmy stateczni bo świat kiedyś okrzyknął, że łzy, uczucia, emocje są oznaką słabości
Siła i gniew zakorzeniona gdzieś wgłębi mnie wciąż nie pozwala mi normalnie żyć nie umiem przestać walczyć z tym wszystkim co wokół złe jest cisza, która krzyczy jest nie do zniesienia odnalazłam swój punkt rozumienia mój wzrok pełen jest tajemnicy i siły której nie ogarnia nikt

#nicość

ciężar myśli niewypowiedzianych gnieździ się i wciąga mnie w swoją otchłań zgnilizna ciążąca mi w głowie nie chce znaleźć ujścia a ciężar słonych ostrzy zranił moje ciało i duszę nadzieja umiera ostatnia i nawet, gdy tli się jej już reszta to ta cienka nić podcina mi żyły podtrzymuje mnie wiotka nitka, która ma pewną wytrzymałość a w pewnym momencie pęka i bezwiednie ginie wraz z tym, co podtrzymuje