Posty

zwierciadło duszy

 - gdy pytają, czemu nie patrzę w oczy -  patrzę w swoje oczy i widzę tylko wielką rozpacz, wojnę, chaos, najniższe emocje pustkę, która aż kłuje w serce płacz nieokiełznany, samotność nieopisaną  tak wielką otchłań nicości, która pochłania w całości
ból, który sprawia, że nie potrafię ustać, powala mnie na podłogę i karze leżeć utrudniający oddech paniczny strach, reagujące ciało aż nadto  drgawki, których nie mogę okiełznać, głowa staje się ciężka świat zwalnia, wdech, wydech, wdech, wydech upadam ciemność i lekkość w jednym  omdlenie z nadmiaru emocji, z nadwrażliwości, z wszystkiego co niezgodne  wstaję, nogi nie wiedzą co to mięśnie oczy pulsują, bladość, niedokrwistość, braki wszelakie w głowie mur, który nie może runąć

wraca znów

ten kurwa jeden nieodebrany telefon nigdy nie dzwoniłeś a zrobiłeś to miesiąc przed swoją śmiercią a ja nie odebrałam

ajs erp ed

mijają kolejne lata, nie mam pojęcia co dzieje się w tej czasoprzestrzeni obracam się wciąż za siebie i nie umiem określić czy śnię, czy wegetuję zapętlone koło zdarzeń, myśli, reakcji i emocji, które zaciska mi się na gardle niezrozumienie mnie, świata, tego całego chaosu weszło mi w krwioobieg strach obezwładniający racjonalne myślenie, drżące ręce i palące łzy czasem to już słów mi brak, a myśli wprowadzają mnie w wirtualną własną chujoprzestrzeń
Halo, gdzie jestem? czy ktoś zgasił światło? czuję pustkę przeszywającą moje ciało krew pulsuje mi, wrze w żyłach nie mogę przełknąć śliny nie mogę wziąć oddechu kto mi zrobił te blizny? czy krwiste łzy wypływające to normalność? obracam się, idę, nikogo nie poznaję chcę wrócić, gdzie się podziały moje dłonie? dlaczego wszystko mi się rozmazuje? nie pamiętam nic już, wszystko wydaje się obce

ptsd

rozpadam się, rozpływam w nicość niepojętą ludzkim umysłem ataki, które towarzyszą mi już są jak codzienność rytuał, którym niedawno było tylko wypicie kawy dziś jest rozmazanym obrazem zwymiotowanym śniadaniem napadem panicznych wstrząsów trzęsieniem tak nagłym jak ziemi  potokiem łez osłabieniem organizmu wyniszczeniem w każdy dzień długotrwałym epizodem zniszczenia

żegnaj

Znowu czuję się jak więzień we własnym ciele skrywam się Nie umiem wyjść na zewnątrz  to światło razi mnie, kurczę się potrzebuję pomocy, ale nie mogę mówić  wewnątrz siedzę i żyć nie umiem ale z uśmiechem wciąż pytam, w czym pomóc? postawiłam mur sama ze sobą, cztery ściany  w środku zmęczona ja, bez wyjścia  już ciężko mi przychodzą ciężkie emocje to jak niemy krzyk lub obojętność poza skalą  już nie chcę czuć nigdy więcej nic
Zostaw dla mnie całą tą złość  Przyjdź, ukołyszę Cię do snu Zamkniesz swe oczy pełne gniewu  Zamilkniesz by nie rzucać słów jak nabojów Będę głaskać Cię po policzku  Aż nie wpadniesz w sen  Będę nucić Ci piosenki  Lekkim szeptem powiem  Że już dobrze, nie musisz już się bać  Niczego  Będę kiedy będziesz upadać  Gdy Twa tarcza obronna pęknie  Przytulę Cię swym spokojem  A gdy się obudzisz  Świat znów będzie piękny  Będę w Twoim sercu zawsze jeśli tego chcesz  Przyjdź 

HSP

od zawsze czułam się nadwrażliwa, przewrażliwiona, zbyt wrażliwa znalazłabym jeszcze wiele innych określeń, ale uczę się pokonywać czasem siebie choć może niepotrzebnie może pragnę czuć jeszcze więcej, bardziej, mocniej, głębiej? poczucie straty jest mi chyba najbliższe w życiu, choć czuję wszystko po równo wiecznie może ten kwiatek co posiada odcienie pomarańczowe jak mieniący się piasek w zachodzącym słońcu mnie rozumie? a może błyskawica, która wydaje takie dźwięczne basy, co przeszywają serce i powodują emocjonalne upojenie? czy jest coś piękniejszego od szumu morza przy wschodzącym słońcu, gdy delikatna bryza muska? nie umiem znaleźć odpowiedzi na wiele pytań i być może to zaleta, że wciąż się nad czymś zastanawiam? we wszystkim widzę piękno, nad którym trzeba się zachwycać, pragnę wiecznej miłości, szczerych przyjaźni i relacji międzyludzkich, które są pełne ciepła, czułości, radości i zrozumienia. To moment, w którym wiesz, że żyjesz po to, żeby ulepszać przede wszystkim siebie,...
pójdź ze mną za rękę, nad krawędź urwiska niech wiatr potarga nam włosy, zwieje cały wstyd chłodny podmuch zabierze ze sobą serca z lodu niech rozkruszy nas na części pierwsze piorun z nieba deszcz zmyje z nas wszelki gniew a słońce ogrzeje nasze dusze i serca