Posty

Ledwo powstrzymuję wydostanie się całej tej goryczy z mego serca Patrzę, ale nie widzę oraz słyszę, ale nie słucham Czy może być coś gorszego od połowicznej obojętności? Zgorzkniały sen śni mi się w każdy dzień Z wielką chęcią mogłabym stąd uciec, ale trzyma mnie dno podłogi Właściwie każdego dnia zmęczenie dobija granic wytrzymałości A ten stan nie wróży nic dobrego Tak myślę, to koniec ale w końcu zawsze zawarty jest początek Tylko szkoda mówić o końcu, gdy nie jest się go pewnym Lub odczuwam koniec, ale on się nie zdarza Ze wzruszenia mam ochotę zrobić coś wielkiego dla siebie Coś, co przypieczętuje koniec I to będzie dobry początek, bo jeśli ostateczność jest wątpliwa To może czas na własną rękę tworzyć początek? Krwawię białą krwią, ale nikt nie widzi, tylko patrzy Nawzajem sobie obojętność
Ogarniała mnie złość do świata Byłam przepełniona wizjami siebie Kiedy byłam w amoku nie myślałam, że moje życie ulegnie przepaści Puści się za rogiem i mnie ominie szerokim łukiem Powtarzałam, że nie czuję nic, krzyczałam jadem, który ranił najbardziej mnie Nie byłam świadoma swej rozpaczy duszy Zło miałam w sobie głęboko i gniew wypływał mi oczami Nie chciałam czuć nic i dążyłam zbyt głęboko w tę przepaść Zagubiłam się, w oczach oceanu trudno stamtąd wyjść Nie byłam już sobą, nie pozwalałam dotknąć się Wychodziłam by krzywdzić Mówiłam by krzywdzić W zamian za siebie przez cały czas Mój stan był dla mnie normą, w tamtym momencie kwintesencją Wisienką na torciku Mówiłam, że będzie tak, jak ja zachcę, byłam ciemnem,głodem Trwałam długo w złym świetle świata Otaczałam się dobrymi, ale jednak złymi ludźmi Wiązałam się z kimś złym, by móc być złą
Jestem zmęczona byciem tutaj, dziś Chciałabym się spóźnić, odejść, wyjść i nie wrócić Gdy jasne światła zaświecą, przestanę się bać, wreszcie A wszystko stanie się przejrzyste i jasne Wyjdę bez wiary, nago odziana w paradoks A melodię mojego wnętrza zagram na pianinie Będzie wyć i coraz szybciej grać Będę wysoko, odziana w codzienność i biel najjaśniejszą z najjaśniejszych Puch posypie się na twoją twarz o moim zapachu, gdy jestem szczęśliwa A łzy znikną wtedy, gdy nastanie koniec Gdy powiem, że spóźniłam się, po prostu bo jestem zmęczona i nic więcej nie chcę wiedzieć tylko, że dziś jestem spóźniona i nie jest mi z tym źle bo bycie tu jest udręką, swoistą katorgą i samookaleczeniem Dziś zaprzestaję walki i upadam, wraz z puchem.. biel najjaśniejsza z najjaśniejszych, spójrz w górę..
Osamotnieni z wyboru I przyglądam się każdej żyłce na ręce, która ruszała się tylko dzięki mnie Wciągnę Cię do środka, wpuść mnie Jesteś moim pacjentem, a ja Twoim Odnaleźliśmy się w swoich słabościach, które pokazywały jedynie mocne strony Oczy lśniły nam nadzieją, iskrą pełną wiary Popełniliśmy wiele błędów, jakby przeciw sobie A gdy zrozumieliśmy, że żyjemy nawzajem sobie, zaczęliśmy się mijać Kochaliśmy się czymś więcej, niż tylko miłością Nie nazwałabym tego czymś innym, jak boskim Omal nie tracimy siebie z byle powodu Jesteśmy jak dryfujące kłody na przestrzeni oceanu W wielkim świecie
Czasem trzeba umrzeć, żeby ktoś inny miał szansę się narodzić.
Szukam Boga, w każdym szczególe dnia codziennego Ja wciąż myślę, ja wciąż szukam, jestm tu ja i moje oczekiwania Oczekuję szukając, jestem ciekawa tego, co zobaczę Odchodzą wszystkie demony z mojego ciała, moja dusza pragnie być znów czysta Mój każdy upadek pieczętuje słony posmak Chcę być wolna, chcę już być uwolniona, chcę wciąż być sobą, nie musieć udawać W każdym moim spojrzeniu widnieje milion różnych przesłań Moje uśmiechy zawsze oznaczają coś więcej Jestem typem tajemnicy, której nigdy nie da się rozwiązać. Zagadka.
Ubrana w czerń, na sobie noszę każdy jej odcień, mam w myślach czerń Delikatna kołysanka sprawia, że odpływam w jej fale i nurt Jestem artystką, płynącą z kanionem ciemnej udręki, kłamię Jedyne, co mi pomaga to muzyka, która sprawia, że moje ciało leci Unoszę się ponad przestworza i biegnę, lewitując Moje nieludzkie ciało kołysze się wysoko w tańcu czerni Jest we mnie tyle, że aż nie ma nic, a gdy słucham bitu tak czarnego, jak czerń Wznoszę się wysoko, ponad swoje bóle i żale, wtedy odpływam Jestem ja i moja gorzka wyobraźnia, taniec wiedzie mnie w jej smak To ostatnia rzecz, którą chcę robić przed końcem, gorzka czerń włada moim ciałem Nie boję się, nie drżą mi ręce, to jest jak otulenie jedwabiem, szlachetnym jak serce To co odnajduję w tańcu, nie odnajduję w codziennym życiu To nie ja wiodę taniec, to taniec wiedzie mną, porywa mnie w inny świat Czerń.
Słoność pali.
Gdybym mogła wyrazić wszystkie swoje uczucia, mogłabym płakać, wtedy cała ta gorzkość świata wylałaby się ze mnie Gdybym mogła wyrazić wszystkie swoje omdlenia, zapytałabym się, czy jest to jakiś konkretny znak Gdybym mogła wyrazić wszystkie swoje poczynania, zdziwiłabym się, a później przyznała rację, że można było przecież inaczej Gdybym mogła wyrazić wszystko, co do dziś (włącznie) myślałam, namalowałabym czarną, krwawą dziurę Gdybym mogła wyrazić wszystkie te przeżycia i całe swoje życie, zakończyłabym je tam, gdzie się ono zaczęło
Anonimowy tekst z 1692 roku, znaleziony w starym kościele św. Pawła w Baltimore. DESIDERATA Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj,  jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie,  bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swą prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych,  nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.  Porównując się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały,  zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie. Niech twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany,  będą dla ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna,  ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu.  Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno jest oszustwa,  niech ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów  i wszędzi...